Recenzje

Balet „Dziadek do Orzechów” to klasyk, a spektakl Baletu dla Dzieci pokazuje, że można mu nadać ciekawą, a zarazem przystępną dla wszystkich formę!

Muzyka Piotra Czajkowskiego wykorzystana w spektaklu jest jak zawsze piękna, a scenografia i rekwizyty wprowadzają widza w magiczny świąteczny nastrój. Od samego początku uwagę przykuwają bardzo trafione kostiumy. Za najlepsze uważam przebrania łakoci świątecznych, tytułowego Dziadka do orzechów i myszy z czerwonymi oczami. Choreografia jest szczególnie ciekawa ze względu na elementy różnych stylów tańca, nie tylko baletu.

Spektakl ma też wiele elementów humorystycznych, począwszy od wypowiedzi Czarodzieja Drosselmayera i jego prób czarowania na scenie z udziałem widowni, poprzez elementy taneczne, aż do kostiumów. Mimo, że nie należę do najmłodszych widzów, to muszę przyznać, że oglądając spektakl nie można się nie śmiać, niezależnie od wieku.

Jedynym mankamentem spektaklu jest to, że może jest zbyt krótki, ale musimy pamiętać, że najmłodsi widzowie są w stanie skupić swoją uwagę znacznie krócej niż dorośli. Gorąco polecam wszystkim, dorosłym i dzieciom. To spektakl uniwersalny!

© Ola

„Dziadek do orzechów” Czajkowskiego w teatrze „Palladium” przy ul. Złotej to jedno z najmilszych i najszczerzej granych przedstawień baletowych, wystawianych ostatnio na warszawskich scenach. Zwykle pisze się o „niezapomnianym wieczorze”; tym razem mamy do czynienia z niezapomnianym porankiem, gdyż spektakle grane są przed południem, a widownię szczelnie wypełniają zauroczone i często zastygłe w niemym zachwycie dzieci (i oczywiście ich rodzice).

Wszyscy oglądający przedstawienie są pod olbrzymim wrażeniem wspaniałej, przepełnionej liryzmem a zarazem humorem choreografii, podziwiają energię tancerzy i pełne ludzkiego wymiaru układy baletowe. „Dziadek do orzechów” to piękny balet, znany z największych scen świata. Tutaj, w godzinnej, skróconej dla potrzeb i możliwości percepcyjnych młodocianych odbiorców wersji, możemy oglądać zarówno doświadczonych już, choć młodych solistów (brawa dla kobiety-gumy), ale także i kilkuletnie dzieci – uczennice szkoły baletowej, wykonujące swe role z największym przejęciem i wzruszającą odpowiedzialnością (ale też i niesamowitym wdziękiem!) Połączenie to daje bardzo dobre wrażenia – jesteśmy zauroczeni, a wręcz roztkliwieni. Gwiazdą przedstawienia jest niewątpliwie solista wykonujący rolę tytułowego Dziadka do Orzechów, którego energia i utanecznienie wręcz rozsadza niezbyt dużą przecież scenę teatru „Palladium”.

Właściwie nie ma w tym przedstawieniu ról poprawnych czy wysilonych, wszyscy dają z siebie bardzo dużo, a czynią to w dodatku z łatwością, stwarzając tak sugestywną atmosferę, że nawet dorośli zapominają o swym wieku i sami, wraz ze swymi pociechami, przenoszą się i w czasie i w miejscu – w świat baśni, świat swego własnego dzieciństwa. Przedstawienie oczarowuje zatem wszystkich, bez względu na wiek, a opisane wrażenia działają na widza niemal elektryzująco. Dobrym pomysłem jest wprowadzenie do baletu postaci Czarodzieja – iluzjonisty, który łatwo i bezpośrednio nawiązuje kontakt z młodą widownią; jest on wesołym przerywnikiem nie tylko prestidigitatorskim, ale także werbalnym, co w balecie, pozbawionym słów, a tym samym trudnym w odbiorze dla dzieci, jest kwestia istotną – dla utrzymania niezbędnego napięcia na sali wśród dzieci właśnie. Te jednak nie wykazują znudzenia nawet przy dłuższych scenach muzyczno-tanecznych. Czarodziej wprowadza młodych odbiorców w baśniowy wymiar, pełen przeżyć i wielostronnych doznań, będących treścią akcji baletu. Poza tym traktuje on dzieci na serio, jest zawadiacki, nie dziecinny. Na uwagę zasługuje także cała klasyczna „wystawa” tego spektaklu, a zatem stroje i scenografia, która, mimo swej skromności, na pewno nie uwłacza wielkim inscenizacjom „Dziadka do orzechów”.

Jest to przedstawienie dobre i potrzebne, uczy wrażliwości i cierpliwości w odbiorze sztuki. Muzyka XIX wieku, muzyka Czajkowskiego, jest piękna i zrozumiała dla nas – dorosłych. Dla 4-6 letnich dzieci jest jednak trudna, dramatyczna, miejscami nawet groźna. Strona wizualna przedstawienia stanowi jednak znakomity pomost dla odbioru tej muzyki przez tak młodą widownię. Język muzyki Czajkowskiego broni się na tym tle doskonale i znajduje zrozumienie wśród tych tak młodych odbiorców. Ja sam chwilami zapominałem, gdzie jestem, i ile mam lat, momentami wracałem do swego pacholęcego wieku i na jawie przypominałem sobie całą atmosferę oraz wrażenia, kiedy to sam chodziłem z rodzicami na podobne przedstawienia przed laty. Aż mnie coś zakłuło w dołku, tak, tak! Dla widowni ważna jest także możność wejścia na scenę czy spotkania się osobiście z wykonawcami. Dzięki temu wytwarza się bardzo potrzebna więź między nimi a artystami; to na pewno zaprocentuje na przyszłość. Czy są minusy tej inscenizacji? Jeden jest, owszem, ale nie można mieć tego za złe organizatorom – nie mamy w teatrze orkiestry, a muzyka płynie z płyt kompaktowych. Publiczność jest jednak pod tak dużym wrażeniem, że tego nawet nie zauważa. Brak ten jednak z korzyścią procentuje – w cenie biletu. Natomiast rola popularyzatorska, edukacyjna i duchowa przedstawienia wreszcie wypełnia wszystkie te niedobory z nawiązką.

Tomasz Lerski

Szeherezada zasypia w pałacowej komnacie. Gdy budzi się, zauważa, że zniknęła księga Baśni Tysiąca i Jednej Nocy. Wraz z przyjaciółmi wyrusza na poszukiwanie swego skarbu. Towarzyszy jej Czerwony Kapturek, Kot w Butach, Błękitny Ptak i Sindbad Żeglarz, który przypływa z pomocą na swej łodzi. Tymczasem pod osłoną nocy Piraci wkradają się na scenę i tańczą ze świetlistymi mieczami. Jak zakończy się ta baśń? Czy Szeherezada odnajdzie księgę?

Spektakl zaskakuje niespodziewanymi zwrotami akcji, mieszanką stylów tanecznych i wachlarzem kolorów. W krainie Szeherezady hiphopowe popisy przeplatają się z podniebnymi akrobacjami na kole.

 “Widowisko zrobione z wielkim rozmachem, aktorów baletowych łącznie około pięćdziesięcioro. Scena mieni się od strojów i dekoracji orientalnych. Światło i muzyka wspaniale dobrane, jako podkład pod wyczyny akrobatyczne te brawurowe nad sceną i pełne wdzięku te na scenie. (...) Ten spektakl porywa, inspiruje do tańca i spełnia marzenia.”

recenzja spektaklu www.czasdzieci.pl

Tańczą Elfy baletowe, małe Wróżki i Kopciuszki, Kotek w butach i piraci, małe myszki z piękną Klarą wywijają pełną parą, puenty skaczą, tutu fruwa wszystko śpiewa i wiruje, a kto tańczy tak się czuje jakby latał dziś wśród chmurek. Lekko zwinnie i bajecznie i z motylkiem w pląsach wiecznie, Balet nas unosi w górę dając szczęścia całą furę dla pani Ani od Michasi. Michasia, lat 8, 2012 r.

“Po obejrzeniu „Jeziora Łabędziego"  odniosłam wrażenie, że Anna Wujkowska, reżyser spektaklu, świetnie wyczuła swoją widownię. Oczywiście odbiorcami były nie tylko dzieci, ale także ich opiekunowie, jednak wszyscy byli oczarowani. (...) W spektaklu wziął udział zespół baletowy, a także dzieci, które - jak się okazało- przełamały konwencję baletu w jakiej był pokazywany do tej pory.(...) Cała sztuka baletowa była oczarowująca. Pobudzała wyobraźnię i wywoływała  emocje, również  w starszych widzach.” - Katarzyna Prędotka, Dziennik Teatralny Warszawa;

24 października 2013

Przedstawienie „Dziadek do orzechów” Baletu dla dzieci com to skrócona wersja klasycznego baletu Piotra Czajkowskiego o tym samym tytule – w sumie trwa około godziny. Realizowane jest na dużej scenie Teatru Palladium z dekoracjami i choreografią jak w klasycznym spektaklu baletowym. Wyjątek: muzyka płynie z głośników. Libretto zmodyfikowane dla potrzeb maluchów wpisuje się w klimat około bożonarodzeniowy. Małą publiczność w baśniowy świat wprowadza Czarodziej. Tańczą dzieci – mali uczniowie szkoły baletowej (w większości dziewczynki) i dorośli tancerze. Dla dorosłego widza niesamowita jest możliwość porównania niepewnych kroków poważnych, stremowanych kilkulatek z niewymuszoną gracją balerin, wobec których chyba każdy czuje się niezgrabny jak słoń. A dla dzieci?…

Dla dzieci wszystko dzieje się naprawdę i mocno, na długo zapada w pamięć. Siedzą wpatrzone w scenę, gdzie na wyciągnięcie ręki znajdują się bohaterowie znani z bajek czytanych i oglądanych. Czasem nie mogą powstrzymać się od spontanicznych okrzyków – „Od razu jestem głodna!” na widok ciasteczkowych postaci – i ekstatycznych braw. Po spektaklu maluchy wchodzą na scenę i próbują same tańczyć, zbierają śnieg; zorganizowane jest też spotkanie z bajecznymi postaciami poza sceną.

Podobno choreografka spektaklu jako mała dziewczynka postanowiła zostać tancerką po obejrzeniu przedstawienia baletowego w telewizji. My, dorośli, rozróżniamy rzeczywistość od fikcji. Dzieci widzą świat inaczej, a baśniowa rzeczywistość baletu fascynuje je szczególnie.

balet to jednak magia (w pozytywnym znaczeniu ;-) )

© ovana

Balet dla dużych, małych i najmniejszych

„Zabaletowiła” się nasza Polska dzięki prywatnym szkołom i studiom tańca. Państwowe szkoły baletowe (zawodowe) przędą różnie, prezentując w poszczególnych rocznikach po paru absolwentów gotowych do pracy na dobrych scenach (polskich czy zagranicznych), tymczasem szkolnictwo i zajęcia prywatne rozwijają się coraz śmielej. Nie twierdzę absolutnie, że mogą konkurować z zawodowymi, ale są nową drogą przyciągającą dużo więcej dzieci i młodzieży do sztuki baletowej. Zwłaszcza, że wzorem dawno funkcjonujących na tych zasadach szkół i szkółek zachodnich dysponują coraz lepszym zapleczem, są miejscem pracy naprawdę dobrych pedagogów i tancerzy o prawdziwych osiągnięciach scenicznych, a przede wszystkim w środowisku rodzinnym i przyjacielskim dzieci uczęszczających „na balet” promują wiedzę i miłość do tańca klasycznego i innych gatunków tańca scenicznego. Nie tak dawno pisałam o gali baletowej Akademii Masterclass, teraz wybrałam się na podobną prezentację szkoły i zespołu Młodego Baletu Polskiego Anny Davies. Wydarzenie to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Wielka, wypełniona po brzegi sala widowiskowa teatru Matecznik Zespołu „Mazowsze” przez ponad godzinę oklaskiwała perfekcyjnie skonstruowane i poprowadzone widowisko, gdzie tańce zmieniały się jak w kalejdoskopie, poszczególni wykonawcy przebierali się błyskawicznie i brali udział w kilku choreografiach podczas wieczoru (a byli to czasem wykonawcy liczący na razie swoje lata życia na palcach tylko dwóch rączek), a para prowadzących bawiła widzów dowcipem słownym i magicznymi sztuczkami. Płynące jednym ciągiem widowisko nigdzie się nie „sypnęło”, raz tylko upojone sukcesem maciupeńkie Krakowianki trochę za długo zostały na scenie, ale któż by miał im to za złe!

fot. Młody Balet Polski

fot. Młody Balet Polski

Gala, którą obejrzałam dziś, miała tempo, zmienność nastrojów, walor edukacyjny, wystarczające dozę humoru i żadnych tanich chwytów! Rodziny i rodzeństwo występujących miały okazję się dowiedzieć, że francuskie nazwy kroków i figur w balecie pochodzą z dawnych czasów Króla Słońce, zobaczyć jak wygląda lekcja baletowa, podziwiać stylizowany taniec hiszpański i arabski, baletowe wróżki (taniec wróżek klejnotów i znakomicie odtańczoną przez mikroskopijną tancerkę na pointach wariację wróżki kanarków ze Śpiącej królewny), nie zabrakło też obszernych fragmentów białego aktu Jeziora łabędziego dostosowanego oczywiście do możliwości małych łabądków, ale zachowujących styl i ducha oryginału, z urzekającą Ariadną Herzig w roli Odetty (zatańczyła też wariację Odylii oraz duet z Kopciuszka Prokofiewa – podobnie jak we fragmentach Jeziora – znakomicie z Piotrem Jeznachem).

Ariadna Herzig, fot. Młody Balet Polski

Ariadna Herzig, fot. Młody Balet Polski

Choćbym jednak nie wiem jak rozpływała się nad wdziękiem i sceniczną swobodą „dużych” tancerzy, to wszak był to wieczór, czy raczej popołudnie najmłodszych. Choć najmniejszym jeszcze plączą się czasem kierunki, a ich wypięte brzuszki w marszu na finał rozczulają, to najważniejsze, że one tam są! W takiej masie! Uczą się, stają do drążka, niektóre doskonale już zapamiętują choreografię, są śmiałe, inne patrzą po koleżankach, ale tańczą! Wśród starszych dzieci cieszyło przede wszystkim widoczne skupienie, chęć prawidłowego wykonania pozy, nawet kiedy na scenie brylował ktoś inny, stojące tancerki pilnowały ułożenia całego ciała. Gdy podczas pokazowej lekcji ćwiczyły, widać było, że nie wykonują „musztry”, ale że głowa jest odwrócona w naturalny sposób za ręką lub odpowiednio przeciwnie do niej, a port de bras są „utanecznione” z allongé, plastyczne i zwyczajnie ładne.

fot. Młody Balet Polski

fot. Młody Balet Polski

W scenach corps de ballet z białego aktu dzieci potrafiły (mając to już przećwiczone wcześniej w pełnym spektaklu) ustawić linie i tworzyć okręgi. A nawet wspomniane wyżej Krakowianki poradziły sobie ze stworzeniem kilku figur w przestrzeni sceny. Wśród jeszcze starszych dziewczynek bez trudu można było wypatrzyć kilka talentów o ładnym podbiciu i już bardzo dobrej technice (jak na ich wiek) en pointe. Obycie ze sceną, hart ducha i determinację zaprezentowała też dziewczynka, która wyszła do tańca Czerwonego Kapturka i Wilka z rozwiązanym troczkiem u pointy. Powiewając wstążką odtańczyła swoją rolę i to całkiem udanie, choć było widać jej zdenerwowanie. Prawdziwa artystka, która wie, że „show must go on”!

Anna Davies, fot. Młody Balet Polski

Anna Davies, fot. Młody Balet Polski

Anna Davies, o czym przekonałam się już oglądając jej wersje dwóch baletów klasycznych wstawianych z Młodym Baletem Polskim, ma pomysłowość i polot w tworzeniu i inscenizowaniu odpowiednich, a przy tym uteatralizowanych choreografii dla dzieci. Ale nawet ja nie spodziewałam się pas de quatre w Jeziora wykonanego przez… myszy z Dziadka do orzechów w odpowiednich „bombiastych” kostiumach (choreografia oczywiście trochę uproszczona, ale tylko trochę, synchronizacja znakomicie zachowana). Był by to jedynie fajny chwyt, gdyby nie to, że potem pas de quatre pojawiło się powtórnie w wykonaniu łabędzi – brawo za ten pomysł. Widać, że baletem można się bawić, ale zawsze zachowując szacunek i zachwyt dla tego, co w nim najpiękniejsze. Wszystko to we wspanialej oprawie świateł, z doskonałym tempem i swobodą, a na koniec w prawdziwym deszczu złotego konfetti, które było olbrzymią atrakcją dla najmłodszych wykonawców… Na osobne brawa zasłużyła nietypowa para konferansjerów: tancerz i choreograf (a także magik) Tomasz Pałasz oraz kilkuletnia tancerka Lena Gumkowska. Ta dobrana dwójka przekomarzała się uroczo, przy tym to Lenka z powagą tłumaczyła Panu Tomaszowi zawiłości sztuki baletowej. A jej odpowiedzi na komplementy pana Tomasza: „nie wiem, co to oznacza, ale dziękuję” wejdzie mi chyba do słownika.

Lena Gumkowska i Tomasz Pałasz, fot. Młody Balet Polski













 

Lena Gumkowska i Tomasz Pałasz, fot. Młody Balet Polski

Nie wiem, ile talentów wyłowi Młody Balet Polski, ale wśród widzów swoich spektakli i takich koncertów na pewno zdobędzie dla tańca wielu odbiorców, pasjonatów, może znawców. Gala baletowa na takim poziomie po zaledwie roku działalności to doskonały prognostyk.

PS. Obejrzałam galę Młodego Baletu Polskiego, bo wpadła mi w oko dzięki Internetowi i dość bezceremonialnie się na nią wprosiłam, ale mam świadomość, że od lat w Warszawie i innych miastach Polski działają z wielkim powodzeniem, uporem i doskonałymi efektami inne prywatne szkoły baletowe i taneczne, które organizują podobne wydarzenia. Wszystkim im gratuluję i kibicuję, bo dzięki nim balet przestaje być sztuką zamkniętą gdzieś za czterema spustami profesjonalizmu, dzięki nim i mali, i duzi mogą realizować swoje marzenia o balecie, a czasem dzięki nim na naszym scenicznym firmamencie pojawia się jakiś polski talent, który z różnych względów nie trafił pod skrzydła OSB.

oryginał recenzji: http://www.naczubkachpalcow.pl/2018/06/24/balet-dla-duzych-malych-i-najmniejszych/